“Zdecydowanie wolałbym się bać” – rozmowa z Grzegorzem Gawlikiem

“Zdecydowanie wolałbym się bać” – rozmowa z Grzegorzem Gawlikiem

Z Grześkiem poznaliśmy się kilka lat temu przy okazji spotkania podczas Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju. Czytając wcześniej o jego wulkanicznych przygodach i dokonaniach, które do dziś budzą mój podziw, zastanawiałem się jaki Grzesiek jest prywatnie, jak wygląda jego życie bez wulkanów. Okazało się, że Grzesiek, to po prostu „swój chłop” i mimo, że dzielą nas stereotypowe granice śląsko-zagłębiowskie, to zdecydowanie mamy o czym porozmawiać. Uważam Grześka, za człowieka oddanego swojej pasji, zdystansowanego wobec życia i swojej osoby, zamarzyłem, żeby również czytelnicy On the Summit poznali podstawy jego działalności wulkanicznej i nie tylko. Kiedy Grzegorz był przez krótki czas w Polsce, udało nam się przeprowadzić rozmowę. Na przyszłość mamy w planie zgłębienie kilku wątków.

„100 wulkanów” to duży i skomplikowany projekt o charakterze nie tylko podróżniczym i eksploracyjnym, ale także naukowym. Jak długo go już realizujesz? Dlaczego właśnie wulkany?

Projekt wymyśliłem w 2006 roku będąc na dnie krateru wulkanu Khorgo w Mongolii. Zawsze pasjonowałem się geologią i marzyłem o eksploracji aktywnych wulkanów, które znajdują się bardzo daleko od Polski. Myślę, że było tylko kwestią czasu aż dopnę swego, choć nie sądziłem, że podzieje się to na tak dużą skalę.

Powszechnie wiadomo, że duża część działań za Tobą. Na jakim etapie projektu jesteś aktualnie?

Dobiega właśnie końca trzynasty rok mojej aktywności. W głównej tabeli projektu znajduje się 57 wulkanów, z czego aż 40 aktywnych. W tabeli pomocniczej sklasyfikowanych jest 121 pozycji i obejmują one nie tylko wulkany, ale również pola geotermalne, lawowe, jaskinie wulkaniczne oraz te mniej istotne wulkany, które nie „zasłużyły”, by znaleźć się w głównej tabeli.

Czy wśród Twoich dokonań są jakieś rewolucyjne odkrycia? Jeśli tak, to opowiedz jakie i jak wpłynęły one na dzisiejszą wiedzę dotyczącą geologii i aktywności wulkanów?

Przez te wszystkie lata trochę się tego uzbierało. Na przykład ustaliłem, który wulkan jest najwyższym aktywnym na świecie (Llullaillaco). Ustaliłem najwyżej położone na świecie jeziora oraz pole geotermalne w masywie Ojos del Salado. Zbadałem, a nawet odnalazłem lodowce, o których istnieniu nikt wcześniej nie wiedział, a które znajdują się na płaskowyżu Atakama. Badałem proces topnienia lodowców na Islandii. Na drodze realizacji projektu posiadłem unikalną wiedzę o aktualnym stanie poszczególnych wulkanów. Zdobyłem nierzadko unikatowe materiały zdjęciowe oraz filmowe. Nawet wulkanolodzy nie posiadają takiej wiedzy jak ja, na przykład o Etnie. Podobnie jest z Kilimandżaro, Pissis czy Ojos del Salado albo Anak Krakatau. W wielu rejonach wulkanicznych byłem albo pierwszym człowiekiem, albo jednym z kilku w historii czy po prostu pierwszym Polakiem.

To bardzo duże osiągnięcia, przynajmniej z mojego, laickiego punktu widzenia. Zwróciłem uwagę, że podczas swoich prelekcji opowiadasz o wyprawach z dużą swobodą i dystansem do tego, czym się zajmujesz. Naprawdę nie boisz się czyhających na wulkanach niebezpieczeństw?

Nie jestem z tego dumny, ale mój mózg w chwilach, gdy powinienem uciekać (bo zaraz na przykład mogę zginąć) nie generuje w mojej świadomości uczucia strachu. Nie wiem dlaczego tak jest. Zdecydowanie wolałbym się bać. Byłoby to dla mnie bezpieczniejsze i bardziej racjonalne. Skoro jednak z wiekiem mi nie przechodzi, korzystam z tego docierając w miejsca i robiąc rzeczy nieosiągalne dla innych.

Rozumiem zatem, że przydarzyły Ci się ekstremalne incydenty, kiedy miałeś świadomość, że znajdujesz się w niebezpieczeństwie i najzwyczajniej możesz nie przeżyć?

Te zagrożenia, to jest taki stan naturalny. Wielokrotnie mogły mnie zabić spływająca lawa albo erupcja wulkanu. Kawałki wyrzuconego w górę materiału spadały tuż obok mnie. Mogły mnie udusić gazy wulkaniczne. Odpadałem też kiedyś podczas wspinaczki z kawałkami skał zbudowanych z lawy. Innym razem strop jaskini wulkanicznej odcinał mi drogę ucieczki przed niebezpieczeństwem. Do tego wszystkiego dochodzi całe spektrum klasycznych, stricte górskich zagrożeń, jak wysokość, czy ekstremalne wahania temperatury. Wędruję przez pustynie, lodowce, lasy tropikalne (czasami niemal nie do przejścia), spotykałem niejednokrotnie najgroźniejsze zwierzęta. Spadałem też z lawinami skalnymi, śnieżnymi. Więc zagrożenia czyhają niemal z każdej strony.

Czy na tego typu wyprawy zabierasz ze sobą partnerów? Chciałbyś z kimś w praktyce dzielić swoją pasję?

Właściwie poprzednia odpowiedź sugeruje jak to u mnie wygląda. Moja działalność jest zbyt niebezpieczna, by zachęcać kogoś do współudziału w moim projekcie. Działając samotnie mogę pozwolić sobie na więcej, a to często gwarantuje sukcesy wypraw, bo zawsze walczę o nie do końca. Myślę, że mało kto jest w stanie znieść taki wysiłek psychiczny i fizyczny. Nie bez znaczenia jest w tym wszystkim koncentracja, którą w samotności łatwiej mi osiągnąć. Muszę być gotowy do sprawnego podjęcia decyzji, od której może zależeć moje życie. Gdyby ktoś był obok mnie, pewnie podjąłbym takową kilka sekund później i oboje byśmy zginęli. Oczywiście brak partnera niesie dla mnie duże zagrożenie, na przykład w sytuacji gdy odniosę jakąś kontuzję i będę potrzebował pomocy.

Ale mimo wszystko podróżujesz po świecie z innymi ludźmi. Opowiedz o tej sferze swojej działalności.

Uwielbiam podróżować. Moja działalność nie ogranicza się zatem tylko do wulkanów. Organizuję  bowiem wyprawy, trekkingi, wycieczki w przeróżne zakątki świata. Himalaje, Kaukaz, Ameryka Południowa albo Afryka. Dłuższe, krótsze, od relaksacyjnych po wymagające. To dla mnie budowanie ogromnego doświadczenia w prawie setce państw, do których podróżowałem. Połączenie tego wszystkiego z pasją powoduje, że ludzie to dostrzegają, chcą ze mną jeździć po świecie. A ja mogę im zorganizować rozmaite wyjazdy w każdą lokalizację. Oczywiście takie wyprawy, to też dla mnie rodzaj wakacji i aktywnego wypoczynku. Ekstremum zostawiam na swoje prywatne wyjazdy, szczególnie te, znajdujące się w ramach projektu.

Czym więc się zajmujesz kiedy jesteś przez chwilę w domu?

Tak, jak każdy człowiek walczę z wieloma przyziemnymi sprawami. No i staram się uporządkować materiały po wyprawach, wyciągnąć z nich wnioski. Przygotowuję następne wyprawy, a to zwykle kilkuletni proces. Lubię też prowadzić swój blog.

Jakie są Twoje plany na najbliższy czas?

Posiadam segregator pełen planów. Stopniowo je realizuję. Projekt „100 wulkanów” jest moją pasją wyczynową, wymaga zatem dużych środków finansowych, wiedzy, przygotowań. Nie łatwo to wszystko zorganizować.  A każde tereny wulkaniczne są w kręgu moich zainteresowań. Lubię wracać w te same miejsca, by jeszcze lepiej je zbadać albo zobaczyć, co się zmieniło od ostatniego pobytu. Staram się każdego roku zrobić coś dla mojego projektu. Raz jest to coś większego, innym razem robię nieco mniej.

Zastanawiałeś się już co będziesz robił, gdy zrealizujesz projekt do końca?

Znajomi twierdzą, że rozpocznę drugą setkę. To jednak mało prawdopodobne. Szczerze mówiąc nie zastanawiałem się nad tym, bo projekt potrwa jeszcze przynajmniej dziesięć lat. Ale mam rozwiniętą wyobraźnię, więc z pewnością coś sobie wymyślę.

Bartek Andrzejewski

Zapraszamy również:

http://www.grzegorzgawlik.pl/projekt-100-wulkanow