Kiedyś… cz. III

Kiedyś… cz. III

To jest bardzo krótki szlak, zaledwie około 45 minut przewodnikowo. Odkąd odkryłem go dla siebie, chyba w 1977 roku, od razu stał się moim ulubionym zakątkiem w Beskidach. Na swej niepozornej rozciągłości, mieści wszystko, co lubię w tych górach. Piękne widoki, pachnące romantyzmem przedzieranie się przez kosówkę, spacer po skalnych stopniach, wrzosy, przekorna czerwień kiści jarzębiny pośród wszystkich odcieni zieleni wokoło, obfitość odurzającej swoją wonią wszędobylskiej sosnowej krzewiny, a w nagrodę, wyżej, niepowtarzalne spojrzenie na majestat Babiej Góry. Chyba nigdy nie przeszedłem go w przewodnikowym czasie. Nie da się.

Fot_2

Co krok albo dwa, trzeba się zatrzymać i kontemplować kolejną odsłonę otoczenia, sąsiednich gór i dolin. Co kilka metrów – nieco inna perspektywa, coraz szersze i bardziej urozmaicone panoramy, z każdym krokiem – piękniej. Z tunelu kosodrzewiny poprzerastanej niewysokimi świerkami, skąd widać tylko kawałek nieba, stromą ścieżkę przed oczami i najbliższe rośliny, powoli wychodzi się na coraz bardziej otwartą przestrzeń, w scenerię z każdym kolejnym krokiem bogatszą we wrażenia i jaśniejszą. Od pewnego miejsca, pomiędzy poszarpanymi wiatrem i przerzedzonymi przez śnieg i mrozy gałęziami ostatnich na tej wysokości świerków, ponad zielonym i gęstym  iglastym dywanem, zaczyna pojawiać się wyniosły masyw Babiej Góry. Od tej chwili będzie nam towarzyszyć aż do końca spaceru, aż na wierzchołek Pilska, coraz wydatniej podkreślając swoje panowanie nad Beskidami.

Fot_3

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niepostrzeżenie, kawałek wyżej, zdobywcza sosna górska nagle ustępuje trochę miejsca głazom, skalnym płytom i wrzosowisku. To jest dziwne miejsce. Piękne, ale naznaczone smutkiem wtulonej w ciemnozielone drzewiny, mogiły młodziutkiego żołnierza, który na tym odrealnionym skrawku ziemi poległ na samym początku wojny. Smutne, tutaj jakby dysonansowe echo, cichnąc wybrzmiewające z odległej przeszłości i refleksja o surrealizmie ludzkich losów, rodząca pytania: jak to się mogło stać? tu? kto? skąd? dlaczego? po co to wszystko wtedy było? i jeszcze przez tyle lat potem?

 

Fot_6B

Znów odwracamy wzrok w kierunku Babiej. Jej dumna i niepokojąca sylwetka wraz z Małą Babią i niepozorną z tej perspektywy Mędralową, zupełnie dominują nad wschodnim horyzontem. W dolinie opodal powoli pojawia się zarys odległych gór, skąd już za chwilę wyłonią się Tatry, jak tylko chmury się rozstąpią i jak podejdziemy jeszcze kawałek. Wrzosowiska pobędą z nami jeszcze trochę, ale wkrótce potem magicznym korytarzem pośród zwartych iglastych ścian, dobrniemy dalej, wznosząc się powoli coraz wyżej, w kierunku rozleglej kulminacji Pilska.

Fot_9

Ociosy iglastego kuluaru są tutaj wysokie, wyższe od nas – gości z dolin, odwiedzających to miejsce, ale im dalej kluczymy wśród ich ciemnozielonej gęstwiny i podchodzimy wyżej, tak nad wschodnim horyzontem ukazują się szczyty Tatr, Morze Orawskie, a z drugiej strony –  pasma Wielkiej Raczy, Rycerzowej i cały bajeczny beskidzki górski światek Słowacji. Wzrok sięga nawet do dalekich gór Czech. Właściwie, to mój ulubiony zakątek tutaj się kończy, gdyż docieramy do czarnego szlaku, skąd już tylko kawałek na polski wierzchołek. A tam – to już zaczyna się trochę inna historia. Jak dla mnie – niesłyszalna muzyka góry zmienia tonację.

Fot_8

Michał Pyka

Dodaj komentarz