„1001 porad dla wspinaczy”, czyli rzecz o urządzeniu wielofunkcyjnym.

„1001 porad dla wspinaczy”, czyli rzecz o urządzeniu wielofunkcyjnym.

Co możemy powiedzieć po lekturze tej pozycji i od razu zaliczyć bez wątpliwości na plus? Na pewno dobra jakość wydania, świetne zdjęcia i cała szata graficzna oraz dobre tłumaczenie Krzysztofa Tretera. No i oczywiście autor – doświadczony alpinista, piszący w lekkim, przystępnym stylu.

Po lekturze „1001 porad dla wspinaczy” przez kilka dni zastanawiałem się do kogo tak właściwie skierowana jest ta książka… i dalej nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony nie jest to poradnik dla kogoś, kto zaczyna przygodę z pionowym światem. Z drugiej, nie jest to również poradnik dla osób, które już w skałach czy na drogach wielowyciągowych działają. Po prostu większość tematów, patentów, gadżetów zawartych w książce jest powszechnie znana. Dla przykładu: osoba, która zaczyna przygodę ze wspinaniem wielościanowym raczej nie będzie w stanie wyobrazić sobie patentu z asekuracją przy wykorzystaniu czterech karabinków. Zaś dla kogoś, kto posiada już doświadczenie, nie będzie to raczej żadnym odkryciem.

Czy jest to minus tej książki? Chyba raczej nie… Jeśli nie masz doświadczenia, dostaniesz książkę, która wzbudzi w Tobie niepokój. Ilości wiedzy, patentów, gadżetów, o których mówi autor może przygnieść czytelnika. Nierzadko wspomina on też o potencjalnej, acz spektakularnej, śmierci. Ten niepokój powinien osobę niedoświadczoną pchnąć w ręce dobrego instruktora, na kurs skałkowy, czy dalej taternicki. A więc w tym przypadku ten minus, to jednak plus.

Przejdźmy teraz do osób posiadających już doświadczenie w świecie wertykalnym. Dla nich ta książka może mieć charakter zupełnie odmienny. Ot choćby forma „checklisty”. Przed wyjazdem w góry, kiedy z trudem poruszamy się po naszym mieszkaniu wśród szpeju, jaki chcemy zabrać, możemy sobie zrobić przerwę i zajrzeć do rozdziału trzeciego. Znajdziemy tam solidna dawkę porad w temacie od doświadczonego alpinisty. Można więc potraktować taką wybiórczą lekturę, jako wspomnianą checklistę, ale i trening mentalny, oparty o zasadę: poczytam o tym, w co się pakuję i dlaczego to będzie dobre.

Podobne podejście można zastosować wybierając inne rozdziały: „Mikst”, „Bezpieczeństwo” czy „W górach wysokich”. Z technicznych uwag, porada numer 827: „Nie bierz się za hantle. Do niczego to nie prowadzi”. Takie sformułowanie musiało zatrzymać mnie na dłuższą chwilę. Hantle uznawałem raczej za przyjazne wspinaczom. Ale tutaj otchłań internetu przyszła mi z pomocą. W tej poradzie tłumaczenie okazało się nie tyle błędne, co niekompletne. Wytłumaczył to w swojej recenzji (do której to odsyłam) Tomasz Przewoźnik.

 „1001 porad dla wspinaczy” ukazuje wszystkie wady i zalety „urządzeń”, które służą do wszystkiego, co związane z działalnością wspinaczkową. Książka napisana jest w lekkim i obrazowym stylu, dzięki czemu obrazki, jakie rysują się w naszej wyobraźni są wyraźne i konkretne. By nie być gołosłownym, porada dotycząca zderzaka na ósemce: „jeżeli popełnisz błąd przy wiązaniu się ósemką, zderzak uratuje ci życie, dowodząc, że jesteś idiotą i powinieneś przerzucić się na golfa.” W innym miejscu autor sprzedaje patent na recykling zużytej torebki po liofilizacie instruując, że „można z niej pić lub do niej sikać, przestrzegając jednak o właściwej kolejności…”

Tak więc „1001 porad dla wspinaczy” jest najprościej ujmując pozycją książkową dla każdego, kto w jakimkolwiek stopniu interesuje się wspinaczką. Cytując drugiego, najlepszego wspinacza w Hull, ta książka to „tysiąc małych porad sprawdzonych i wypracowanych podczas wspinaczek i zjazdów w ścianach, czy nawet w pubie…”. A zatem na zdrowie! Dosłownie i w przenośni.

Marcin Rudzki