Wyprawa VII (19-20.10.2014)

P1040173Po udanym czerwcowym wyjeździe, gdy zdobyliśmy 8 sudeckich szczytów (Śnieżka, Wysoka Kopa, Skopiec, Skalnik, Chełmiec, Waligóra, Wielka Sowa, Ślęża) zamknęliśmy temat Sudetów Zachodnich i  częściowo Środkowych. Teraz przyszła pora na powrót w ten łańcuch górski, by wejść na pozostałe 8 gór. Tym razem wszystkie (Kłodzka Góra, Szczeliniec Wielki, Orlica, Jagodna, Śnieżnik, Rudawiec, Kowadło, Biskupia Kopa) znajdować miały się głównie w Sudetach Wschodnich otaczających w charakterystyczny sposób Kotlinę Kłodzką. Nie mogliśmy już liczyć na tak dobre warunki pogodowe jak za pierwszym razem, gdy trafiliśmy na dwa dni praktycznie bezchmurnego nieba. Teraz zapowiadano 2 dni zmiennej aury, a my ze względu na tradycyjne w naszym cyklu ograniczenia czasowe byliśmy skłonni maszerować nawet w śniegu 😉 Tak dramatycznie jednak nie było, ale po kolei.

17. Kłodzka Góra – 765 m.n.p.m. (Góry Bardzkie)

18. Szczeliniec Wielki – 919 m n.p.m. (Góry Stołowe)

19. Orlica – 1084 m n.p.m. (Góry Orlickie)

20. Jagodna – 977 m n.p.m. (Góry Bystrzyckie)

21. Śnieżnik –  1425 m n.p.m. (Masyw Śnieżnika)

22. Rudawiec – 1106 m n.p.m. (Góry Bialskie)

23. Kowadło – 989 m n.p.m. (Góry Złote)

24. Biskupia Kopa – 891 m n.p.m. (Góry Opawskie)

Dzień pierwszy

KŁODZKA GÓRA – 765 m n.p.m. (Góry Bardzkie)

20141019_082754

Na pierwszy ogień tuż po świcie poszły Góry Bardzkie z najwyższą w tym paśmie Kłodzką Górą.  Wystartowaliśmy szlakiem w kolorze niebieskim z Przełęczy Kłodzkiej, przez którą biegnie droga łącząca Kłodzko ze Złotym Stokiem. Odnieśliśmy natychmiastowe wrażenie, że szlak chyba nie należy do najbardziej uczęszczanych. Ścieżka była początkowo wąska i zarośnięta. Dopiero gdy pojawiła się stromizna prowadząca lasem, zrobiło się nieco ciekawiej. W pewnym momencie dotarliśmy do drogi trawersującej zbocze pasma i teraz zdobywanie góry bardziej przypominało już spacer w jej kierunku. Tak bardzo zachłysnęliśmy się tym spacerem, że z drzew zniknęły nam znaczniki. Oczywiście odpowiedzialność spadła na prowadzących wycinkę robotników. Na pewno oni powyrzynali drzewa z drogowskazami… …chyba jednak nie 🙂 Okazało się, że leziemy wzdłuż szlaku ale na pewno nie jego nitką. Przegapiliśmy jak się okazało mało widoczny skręt w górę. Mimo to szliśmy przed siebie, ze świadomością, że jesteśmy blisko celu. Dotarliśmy do niewielkiego placu z tabliczką szczytową, ale to nie była Kłodzka Góra, a licząca kilka metrów mniej Szeroka Góra. Tu zapaliła nam się lampka, że owego szczytu, jak i drogi do niego nie ma na mapie. Zaczęliśmy cofać się na orientację granią pasma dodatkowo wspomagani dzikimi oznaczeniami „KLG”.

P1040161

Czyżby Kłodzka Góra? Zaletą naszej pomyłki była możliwość zobaczenia panoramy Masywu Śnieżnika z odsłoniętego terenu przy Szerokiej Górze. Wadą był mocno wiejący wiatr, który nad grzbietami odległych pasm wyglądał jak halny. Wielka fala chmur przetaczała się nad tamtym rejonem. W końcu idąc po grani znaleźliśmy się na niebieskim szlaku i już bez przeszkód i zastanawiania się dotarliśmy do Kłodzkiej Góry. Zalesiony szczyt nie należy do atrakcyjnych, nic z tej okolicy nie można zobaczyć. W drodze powrotnej okazało się, że szlak cały czas prowadzi przez las i gdyby nie nasza pomyłka, ominęły by nas ciekawe widoki.

20141019_085010


SZCZELINIEC WIELKI – 919 m n.p.m. (Góry Stołowe)

20141019_120210

Po około 2 godzinach znaleźliśmy się na Przełęczy Kłodzkiej i ruszyliśmy teraz w kierunku Karłowa na podbój Szczelińca Wielkiego najwyższego w Górach Stołowych. Na miejscu okazało się, że ów rejon jest zamglony. Dla nas to o tyle kiepska sprawa, że mieliśmy utrudnione zadanie związane z fotorelacją. Trafiliśmy na starcie na słynne schody których do pokonania jest podobno 665. Góry Stołowe to trochę taki sudecki Matrix.

20141019_115220

Niby to Sudety, ale odnosi się wrażenie, że trafiliśmy do krainy skalnej rzeźby. Generalnie, jest to bardzo atrakcyjny region i zdecydowania warto tam trafić będąc na wczasach w okolicy Kotliny Kłodzkiej. W końcu u stóp tych gór nieopodal znajdują się takie kurorty uzdrowiskowe jak Duszniki Zdrój, Kudowa Zdrój, czy Polanica Zdrój. W przeciwieństwie do wcześniej odwiedzonej Kłodzkiej Góry, tutaj ludzi było naprawdę sporo. Dotarliśmy do schroniska i na rozległy szczyt, na który wchodząc… …trzeba sobie kupić bilet. Normalny 7zł 🙂 Na szczycie znajduje się platforma widokowa, z której w przetarciach łapaliśmy widoki na pozostałe sudeckie pasma.

20141019_113737


ORLICA – 1084 m n.p.m. (Góry Orlickie)

20141019_132905

Na kolejny ogień tego dnia mieliśmy zaplanowane położone blisko siebie pasma Gór Orlickich i Gór Bystrzyckich, kolejno Orlica i Jagodna. W tym miejscu musimy powiedzieć, że wejście na Orlice było najprostszym w cyklu całego zdobywania Korony Gór Polski. Zielony szlak prowadzący z parkingu przy drodze głównej w Zieleńcu zaskoczył nas swoją prostotą i możliwością bardzo szybkiego osiągniecia kolejnego schowanego w lesie szczytu, który leży na europejskim dziale wodnym pomiędzy zlewiskami Morza Bałtyckiego i Morza Północnego. Dodatkowo na szczycie znajduje się pomnik upamiętniający sławnych zdobywców owej góry. Upamiętnia on m.in. byłego prezydenta USA, czy Fryderyka Chopina, którzy dziesiątki lat temu stąpali po tym szczycie.

P1040220


JAGODNA – 977 m n.p.m. (Góry Bystrzyckie)

20141019_162455

Później czekała na nas Jagodna w zamglonej tego dnia części Sudetów. Co więcej, kolejny schowany w lesie szczyt i mozolna, mało atrakcyjna droga na niego. Znaleźliśmy jednak skrót, który oszczędził nam zgodnie ze wskazaniami mapy około godziny maszerowania. Na szczycie przetaczały się chmury, a poprzez iglaki świstał wiatr. Do tego zupełna pustka. To pierwszy szczyt , na który wchodząc nie spotkaliśmy jednej żywej duszy. A przecież był weekend. Zbliżało się już późne popołudnie, zatem i pora udania się na nocleg. Ten zaplanowaliśmy sobie w Schronisku PTTK na Śnieżniku, co wiązało się z koniecznością kolejnej wspinaczki na wysokość 1218 m n.p.m.

P1040233

Najpierw musieliśmy dojechać do Międzygórza, gdzie znajdowało się wejście na wybrany przez nas czerwony szlak. W ten oto sposób już praktycznie po zmroku w świetle czołówek dotarliśmy do celu. Mieliśmy nadzieję, że zdobędziemy tego dnia również Śnieżnik i złapiemy zachód Słońca na nasze karty pamięci, ale niestety zniknęło ono za horyzontem dużo szybciej niż przypuszczaliśmy.

P1040220


P1040245

Dzień drugi

ŚNIEŻNIK – 1425 m n.p.m. (Masyw Śnieżnika)

Następnego dnia przed świtem obudziliśmy się z nadzieją na to, że mimo prognoz przynajmniej nie będzie deszczu. Pierwsza dawka światła za oknem szybko uświadomiła nas, że łatwo nie będzie. Nie dosyć, że padało, to mgła ograniczała widoczność do kilkunastu metrów, a na domiar wszystkiego hulał wiatr. Przetoczyła się przed nami wizja niepowodzeń, ale bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy w drogę ze schroniska na szczyt Śnieżnika.

P1040255

Niestety nasze plany fotografowania panoramy legły w gruzach. Po kilkudziesięciu minutach stanęliśmy w totalnej mgle na kolejnym szczycie Korony Gór Polski, jedynym nie „owłosionym” podczas tej wyprawy. Staraliśmy się wyciągać materiał na zdjęcia z wszystkiego co się dało. Chmury jednak nie dawały za wygraną, na przejaśnienia nie było co liczyć. Teraz pozostało nam zejście ze szczytu do schroniska po pozostawiony ekwipunek i droga w dół do samochodu. Szczęśliwie przestało padać i zejście przebiegało na sucho. Na dole czekała na nas jednak niemiła niespodzianka. Ktoś w nocy ukradł mi z samochodu szkło z lewego lusterka. Widocznie nie znam potrzeb przemierzających te rejony ludzi 🙂 Następnym razem zostawimy na parkingu karton z zamiennikami na wszelki wypadek. Ale do rzeczy!

P1040262


RUDAWIEC – 1106 m n.p.m. (Góry Bialskie)

P1040308

Ruszyliśmy dalej w najdzikszy naszym zdaniem rejon Korony w Sudetach, czyli w pasma Gór Bialskich i Gór Złotych. Zatrzymaliśmy się w małej wsi o nazwie Bielice leżącej u podnóża tych dwóch pasm. Na pierwszy ogień zdecydowaliśmy się wspiąć na Rudawiec w Górach Bialskich, w drugiej kolejności na Kowadło w Górach Złotych, ze względu na orientacyjnie bliższe położenie i mniejszą wysokość względną Kowadła. Na Rudawiec maszerowaliśmy cały czas lasem przez nieco ponad godzinę. Generalnie trudność szlaku nie powodowała większego wytężenia organizmu, no może poza początkowo dosyć stromym podejściem. Co z ciekawostkami w tym dzikim rejonie? A na przykład to, że spory odcinek drogi na Rudawiec przemierzamy idąc przez Rezerwat „Puszcza Śnieżnej Białki”, albo fakt, że w okolicy zimą można tu poszaleć na biegówkach. Sam szczyt Rudawca, na którym stanęliśmy o dziwo już w pełnym Słońcu jest zalesiony i jedynie mały fragment w kierunku północnym oferuje widok na część pasma Gór Złotych i na Śnieżnicki Park Krajobrazowy. Teraz wykorzystując świetne warunki pogodowe i dopisujące nam samopoczucie ruszyliśmy szybkim tempem w dół znów do Bielic, by wdrapać się z marszu na Kowadło.

P1040305


KOWADŁO – 989 m n.p.m. (Góry Złote)

P1040323

Szlak szczególnie nie różnił się walorami przyrodniczymi, znowu droga przez las (może nieco bardziej iglasty), znowu pustka na szlaku i rześki, orzeźwiający wiatr. Jeśli doszukiwać się ciekawostek związanych z Kowadłem, to można podjąć się rozwiązywania kontrowersyjnej łamigłówki dotyczącej przydziału Kowadła do KGP. Sprawa ma się tu podobnie jak w przypadku Lubomira w Beskidzie Makowskim, ale to temat na większą rozprawkę. Czas nas naglił, a doświadczeni szybkim zapadnięciem zmroku dnia poprzedniego zdawaliśmy sobie sprawę, że na dojazd w Góry Opawskie i na zdobycie Biskupiej Kopy czasu jest mało. Na kolejnym zalesionym szczycie – Kowadle nie spędziliśmy więcej czasu niż potrzeba nam było na zrobienie kilku zdjęć i znów popędziliśmy czym prędzej w dół, by zregenerować się posiłkiem i udać się na ostatni dla nas szczyt Korony położony w Sudetach, czyli na Biskupią Kopę.

P1040317


BISKUPIA KOPA – 891 m n.p.m. (Góry Opawskie)

P1040338

Do Jarnołtówka (bo stamtąd prowadzi szlak na Biskupią) dotarliśmy szybko i sprawnie jadąc przez pełne urody tereny państwa czeskiego. Kilka razy nawet zatrzymaliśmy się by ogarnąć wzrokiem dobrze widoczny Masyw Śnieżnika i rozległe Sudety po stronie czeskiej. Pogoda poprawiła się na dobre i z porannych opadów, chmur, mgieł praktycznie nic nie zostało. Późnym popołudniem weszliśmy na szlak koloru czerwonego, by rozpocząć ostatnie na tej wyprawie podejście.

Biskupia Kopa

P1040347

Po około półgodzinnym marszu przez las dosyć stromą ścieżką dotarliśmy na tzw. Grzebień, z którego roztacza się panorama na pobliskie Głuchołazy i na zachód, w kierunku pasm Sudeckich, po których wędrowaliśmy. Zdaliśmy sobie też sprawę, że trzeba jeszcze bardziej przyspieszyć, by dotrzeć na szczyt przed zachodem Słońca. Tak też zrobiliśmy i idąc wzdłuż dawnej trasy narciarskiej szybko znaleźliśmy się na wierzchołku. Miejscu temu atrakcyjności dodaje zabytkowa wieża widokowa, która pechowo była już zamknięta dla turystów, było zbyt późno. W sąsiedztwie wieży powstaje aktualnie nowe schronisko, które w przyszłości ma za zadanie spopularyzowanie regionu. Myślę, że mimo iż Polska dysponuje zaledwie kawalątkiem Gór Opawskich, to warto będąc miłośnikiem wzniesień i uniesień odwiedzić ten rejon. Te góry po prostu mają swój klimat. No i cóż, pozostało nam zejście w dół, odwiedzenie schroniska i droga powrotna. Z Biskupiej Kopy schodziliśmy w całkowitym mroku, w świetle czołówek. Zejście przez las utrudniały liście zalegające na ścieżce i miejscami mało widoczne znaczniki na drzewach. Było to, po całym dniu chodzenia po lasach, sporo urozmaicenie. Znów spacer po lesie, dla odmiany po ciemku.

P1040357


Po zejściu dopisywało nam poczucie humoru i poczucie dobrze zrealizowanych planów. Dla nas to swego rodzaju powód do dumy, że wszystkich 16 szczytów Korony w łańcuchu Sudetów zdobyliśmy łącznie w 4 dni. Może nam ktoś zarzucić, że to nie zdobywanie a zaliczanie, bo nie przemierzaliśmy 30 kilometrowych wyryp do każdej z gór. Ja jednak uważam, że mieliśmy wspaniałą okazję ku temu, by poznać Sudety i nacieszyć się ich pięknem, zróżnicowaniem i klimatem jaki odróżnia je od Karpat. Polecamy wszystkim odwiedzenie tego regionu, bo naprawdę warto. My tymczasem zmierzamy dalej, przed nami jeszcze cztery szczyty do „koronacji”.

Bartek

Dodaj komentarz