Wyprawa VI (18.09.2014)

20140918_123144Po długim oczekiwaniu na dobrą pogodę i wnikliwej analizie serwisów meteo, w czwartek 18.09.2014 postanowiliśmy ruszyć wreszcie na podbój najwyższego szczytu naszej Ojczyzny. Nie da się ukryć, że była to dla nas najważniejsza i najbardziej emocjonująca wyprawa w całym cyklu zdobywania KGP 2014 mimo, że przed nami przecież jeszcze 12 szczytów. Nie da się również nie przyznać racji tym, którzy twierdzili, że to ostatni dzwonek przed pogorszeniem się warunków w Tatrach.

16. Rysy – 2499 m n.p.m. (Tatry)

Dla nas było to istotne głównie z tego względu, że na Rysy z Rafałem szliśmy pierwszy raz w życiu. Na japonki było zbyt zimno, a na trampki, to szlak zbyt kamienisty i niewygodny dlatego wybraliśmy się w kaloszach. A tak schodząc na ziemię, to zdawaliśmy sobie sprawę z tego gdzie się wybieramy, mając w głowie statystyki wypadków na tym szlaku i wziąwszy pod uwagę coroczne apele TOPRu weszliśmy na szlak z dużym respektem i rozwagą wobec otoczenia.

P1030981

Do parkingu na Palenicy Białczańskiej dotarliśmy planowo, dzięki czemu o 5:00 maszerowaliśmy już „asfaltówką” do Morskiego Oka. Zastanawialiśmy się jak duży będzie ruch turystyczny na szlaku i czy prognozy genialnej pogody się sprawdzą. Gdy dotarliśmy do schroniska, nie mogliśmy przestać wpatrywać się we wspaniale oświetlone wschodzącym Słońcem wierzchołki Mięguszowickich Szczytów i Cubryny. Tak nad Scianą „Mięguszów”, jak i nad Rysami na niebie nie było nawet najmniejszego obłoku.

P1030988

Po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Czarnego Stawu pod Rysami. Tutaj część turystów odbiła na szlak prowadzący na Kazalnicę i Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. W oddali po drugiej stronie stawu dostrzegliśmy sporą grupkę turystów maszerujących w kierunku Buli pod Rysami. Trzeba przyznać, że jak na czwartek w drugiej połowie września ludzi na szlaku było całkiem sporo. My obchodząc Czarny Staw zachwycaliśmy się gigantyczną i legendarną północno-wschodnią ścianą Kazalnicy, która odbijając swoje oblicze w tafli stawu prezentuje się niesamowicie. Spokojnym krokiem dotarliśmy na Bulę skąd podziwialiśmy otaczające nas szczyty, a chwilę później do miejsca gdzie zaczynają się łańcuchy.

P1030995

Idąc na Rysy trudno nie zgodzić się z panem Tytusem Chałubińskim, który wypowiedział słynną sentencję, brzmiącą „Rad bym jeszcze kiedyś zejść tamtędy, ale bym schodził całe pół dnia, bo za każdym krokiem warto się obejrzeć”. To zdanie prawdziwie oddaje kunszt widoków ze szlaku. Z każdym metrem coraz odleglejsza panorama, no i nowa perspektywa na Mięguszowieckie Szczyty oraz stawy w dole.

P1040024

Idąc przez grzędę wzdłuż owianego złą sławą żlebu zwanego „rysą” dostrzegliśmy śmigłowiec, krążący przez dłuży czas pomiędzy Morskim Okiem, a tzw. „Bandziochem” w okolicy Mięguszowieckich Szczytów. Pomyśleliśmy podobnie, jak większość ludzi w naszym otoczeniu, że wygląda to jak jakieś ćwiczenia, skoro tyle czasu spędza w powietrzu. Szliśmy jednak dalej przed siebie, by nie wybić się z obranego tempa i w rozsądnym czasie wejść na szczyt. Droga w górę przebiegała nam całkiem sprawnie i bez problemów technicznych. W pewnym momencie dotarliśmy do małej i bardzo wąskiej przełączki usytułowanej tuż przed polskim wierzchołkiem po jego północnej stronie. To bardzo eksponowane miejsce i trzeba tu szczególnie uważać podczas mijanki na szlaku. Można się tu wręcz zachłysnąć wyłaniającym się widokiem na słowackie Tatry Wysokie, z takimi gigantami jak np. Lodowy Szczyt, którego masyw zdecydowanie dominuje wizualnie w zasięgu wzroku.

P1040034

P1040044

Po 3 godzinach spokojnej wędrówki od Czarnego Stawu stanęliśmy na upragnionym polskim i jednocześnie granicznym wierzchołku Rysów (2499 m n.p.m.), zdobyliśmy 16 szczyt w Koronie. Na szczycie przetaczały się chmury i dosyć mocno wiało od południowego zachodu dlatego też na piękne panoramy trzeba było cierpliwie czekać. Po sesji szczytowej rozpoczęliśmy próby uchwycenia czegoś pomiędzy chmurami, co jednak nie było łatwe, a i na ludzi trzeba było uważać, bo na wierzchołku było dosyć tłoczno. Przed marszem powrotnym zostawiłem jeszcze na chwilę Rafała, żeby udać się na wyższy wierzchołek (2503 m n.p.m.) po słowackiej stronie. Tam ludzi było zdecydowanie mniej, a ja próbowałem złapać w obiektyw Gerlach i Wysoką, co przyniosło mizerny efekt. Niestety na poprawę pogody nie było co już liczyć, minęło południe więc i aura była z godziny na godzinę mniej przyjazna. Stanęliśmy w małej kolejce do zejścia w okolicy przełączki i po chwili rozpoczęliśmy ostrożne schodzenie w dół. Początkowo było dosyć ciasno, ponieważ w górę cały czas zmierzali turyści, ale z czasem było ich coraz mniej. Przez łańcuchy przebrnęliśmy w dobrym tempie i postanowiliśmy zrobić sobie jeszcze przystanek na Buli pod Rysami. Stąd właśnie roztacza się najwspanialsza panorama na Czarny Staw pod Rysami i na Morskie Oko, którą wielu z nas zna z fotografii. Teraz zostało nam już tylko zejście do stawów i do schroniska.

P1040050

P1040065

Na wysokości Czarnego Stawu pod Rysami zadzwoniła do mnie żona informując, że ktoś zginął tego dnia w Tatrach. Natychmiastowo stało się dla nas jasne, że wcześniejsze loty śmigłowca to jednak nie były ćwiczenia, a poważna akcja ratunkowa na szlaku w okolicy Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. W momencie gdy schowałem telefon do kieszeni, odezwał się do mnie mężczyzna, który odpoczywał obok nas i słyszał moją rozmowę telefoniczną. Okazało się, że cała sytuacja bezpośrednio go dotyczyła. Wytłumaczył nam, że młody człowiek, który zginął na skutek upadku z dużej wysokości, pomagał jego koleżance. Podobno kobieta wystraszyła się na eksponowanym odcinku szlaku i nie była w stanie dalej pójść. Nasuwa się wiele różnych pytań w tej kwestii, ale nie będziemy ich zadawać i więcej o tym pisać. Fakt jest taki, że człowiek chcąc pomóc sam stracił życie. Kolejny nasz wyjazd w Tatry i kolejna ofiara śmiertelna, niestety nie pierwsza i zapewne nie ostatnia.

P1040091

P1040099

Udaliśmy się zatem dalej w drogę do schroniska na małe co nie co i żeby chwilę odpocząć. Czekała na nas przecież „asfaltówka”. W tym czasie helikopter dalej szalał przy tatrzańskich graniach, ratownicy tego dnia mieli ręce pełne roboty. My zadowoleni z powodzenia wyprawy, jeszcze przed zmrokiem po prawie 30 kilometrach marszu ruszyliśmy w stronę domu. Jak się okazało był to ostatni dzień ładnej pogody, a aktualnie w Tatrach leży już nieco śniegu. Aura znów była dla nas łaskawa.

Bartek

Dodaj komentarz