Relacja z wyprawy – Kazbek część 1

Bartłomiej i Jakub Bednarczyk zorganizowali w sierpniu ubiegłego roku wyprawę na dwa pięciotysięczniki w Kaukazie – Kazbek i Elbrus, my zaś mieliśmy przyjemność uczestniczyć w tym przedsięwzięciu jako patron medialny. Poniżej prezentujemy pierwszą część relacji przygotowanej przez braci z ich górskich poczynań.

***

Witajcie, nazywamy się Jakub i Bartłomiej Bednarczyk, w marcu mieliśmy przyjemność przedstawić Wam swoje górskie plany. Dziś chcemy opowiedzieć jak przebiegła nasza podróż oraz przekazać kilka informacji, które mamy nadzieję pomogą w planowaniu własnych wypraw. Zapraszamy.

Kiedy w 2016 roku wróciliśmy z zakończonej powodzeniem wyprawy na Mont Blanc od razu wiedzieliśmy, że chcemy dalej podążać naszą górską drogą. Systematycznie wraz z nabywanym doświadczeniem będziemy podnosić powoli naszą poprzeczkę i stawiać sobie nowe cele. Bardzo szybko zdecydowaliśmy się na kolejny krok i przekroczenie nowej dla nas granicy. Skoro w Alpach przekroczona została już wysokość 4000 m to czas sprawdzić swoje organizmy powyżej 5000 m. Duża ciekawość tego jak to właściwie będzie sprawiła, że powstał Projekt Kaukaskie Kolosy, który polegał na zdobyciu dwóch pięciotysięczników w malowniczych górach Kaukazu. Wybór padł na Kazbek oraz Elbrus, dwa wygasłe wulkany, które są idealnym sprawdzianem przed kolejnymi, większymi wyprawami. Cały wyjazd miał na celu oczywiście postawienie stopy na obu górach, ale także coś bardzo ważnego, mianowicie poznanie reakcji naszych organizmów na tej wysokości. Jak później się okazało czuliśmy się świetnie, nie tylko fizycznie, a góry nie opierały się zbytnio przed nami. Jak to wszystko przebiegło dowiedziecie się z naszych relacji. Przypomnijmy, że portal On The Summit towarzyszył nam od samego początku i wspierał nas jako patron medialny wyprawy. O tym jak przebiegła cała nasza podróż przedstawiamy poniżej.

Relacja Kazbek Część 1

INFORMACJE OGÓLNE

KAZBEK – wysokość 5033 m n.p.m. – Mkinwarcweri, czyli zamarznięty szczyt lub lodowy szczyt. To wygasły wulkan, zbudowany z law trachitowych, którego ostatnią erupcję przypisuje się na ok. 6000 lat temu. Znajduje się na terytorium Gruzji i jest trzecim w kolejności najwyższym szczytem tego kraju, a siódmym w całym Kaukazie. W państwie winem płynącym dominuje Szhara (5201 m) oraz Djangi-Tau (5058 m). Położony jest na granicy z Rosją, we wschodniej części centralnego Kaukazu i jego bocznym paśmie. W jego masywie znajdują się liczne lodowce o łącznej powierzchni 135km2. Po stronie gruzińskiej znajduje się lodowiec Gergeti, zwany również Ordzweri. Pierwszego wejścia na szczyt dokonali w 1868 roku angielscy wspinacze D.W. Freshfield, A.W. Moore i C. Tucker, pod przewodnictwem F. Devouassoud, francuskiego przewodnika górskiego. Wybitność góry Kazbek to 3277 metrów. Świetnie prezentuje się z miasteczka Stepancminda (dawniej Kazbegi).

KAUKAZ – (Wielki Kaukaz) to łańcuch górski znajdujący się w południowo – zachodniej Azji. Rozciąga się pomiędzy Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim. Leży na terenie Gruzji, Azerbejdżanu, Armenii i Rosji. W całym paśmie 8 szczytów przekracza wysokość 5000 m n.p.m.: Elbrus – 5642 m, Dych-Tau – 5203 m, Szchara – 5201 m, Kosztan Tau – 5150 m, Pik Puszkina – 5100 m, Dżangitau – 5058 m, Kazbek – 5047 m i Mizhirgi – 5025 m. Długość wynosi około 1500 km a szerokość od 110 do 180 km.

TERMIN WYPRAWY : 4 – 21 SIERPNIA 2017
CELE WYPRAWY: KAZBEK – GRUZJA I ELBRUS – ROSJA

POCZĄTEK PRZYGODY

DZIEŃ 1 – Piątek – 4 sierpnia 2017

Najszybszym możliwym i dogodnym środkiem dostania się do Gruzji jest oczywiście samolot. Planując naszą wyprawę już dużo wcześniej nabyliśmy bilety lotnicze w polskich liniach LOT. Promocja w styczniu pozwoliła zakupić kurs w obie strony za ponad 500 zł, co było bardzo korzystną ofertą, gdyż ceny za to połączenie mieszczą się przeważnie od 700 do 1100 zł. Mogliśmy zabrać ze sobą jeden bagaż 8 kg i były to małe plecaki, posiadające wymiary bagażu podręcznego w które zapakowaliśmy głównie ubrania. Wykorzystywaliśmy je potem do zakupów, poruszania się w górach z namiotu, tak, aby nie nosić ciągle dużego plecaka.

Drugim niezbędnym pakunkiem był bagaż z limitem do 23 kilogramów. W naszym przypadku zabraliśmy duże plecaki w pojemności ok. 80+ litrów. Spakowaliśmy tam cały niezbędny sprzęt oraz liofilizaty. Z Polski zabraliśmy tylko specjalną żywność a wszystkie pozostałe zakupy wykonaliśmy na miejscu w celu redukcji wagi bagażu. Przed wydaniem rzeczy do odprawy, przed wylotem polecam wcześniej zabezpieczyć plecak czy to torbę folią stretch, szczególnie, gdy takie rzeczy jak czekan czy kijki znajdują się przypięte na zewnątrz plecaka. Najlepiej jest to wykonać samodzielnie ponieważ cena takiej usługi na lotnisku jest dość wysoka.

Swoją podróż rozpoczęliśmy wyjazdem z rodzinnego Lubartowa na lotnisko Chopina w Warszawie. Na miejscu spotkaliśmy się grupą naszych znajomych i dalej wspólnie kontynuowaliśmy wyprawę. Nasz samolot do stolicy Gruzji – Tbilisi wystartował o godzinie 22:30 a sam lot trwał 3 godziny i 30 minut. Po wylądowaniu należy pamiętać o przestawieniu zegarka. W stosunku do polskiego czasu letniego przesuwamy wskazówki na dwie godziny w przód. Warto również na lotnisku zaopatrzyć się w lokalną kartę SIM. My wybraliśmy operatora GEOCELL z dostępem do Internetu, można również wybrać wariant z połączeniami telefonicznymi. Rozmowy z Polską i transfer danych są bardzo drogie i pomimo dobrego zasięgu naszych operatów odradzam takie korzystanie, po powrocie będzie czekał na nas z pewnością wysoki rachunek. Walutą obowiązującą w Gruzji jest LARI. Jeden Lari Gruziński (GEL) to ok. 1,55 zł (kurs z sierpnia 2017 roku). Na lotnisku znajdziemy także liczne kantory, w których możemy korzystnie wymienić np. dolary. Nie polecam zakupu Lari w Polsce i zabierania ich ze sobą, to rozwiązanie jest bardzo nie korzystne. Bardzo dobry kurs uzyskaliśmy również wypłacając gotówkę z bankomatów czy to w miasteczku Stepancminda czy też w samej stolicy Tbilisi.

DZIEŃ 2 – Sobota – 5 sierpnia

Nasz samolot wylądował o godzinie 4:00 w stolicy Gruzji. Po wykonaniu czynności, o których napisałem powyżej zabraliśmy się za organizację transportu do miasteczka w którym postawiliśmy swoje pierwsze kroki w kierunku szczytu Kazbek. Lotnisko oddalone jest od Stepancmindy o 169 km, przejechanie tego odcinka autem zajmuje ok. 3 godzin. Kuba jest świetnym negocjatorem każdej ceny, więc rozpoczął rozmowy z pierwszym napotkanym i zainteresowanym taksówkarzem. Początkowo jego propozycja była całkowicie nie do zaakceptowania, 120 Lari za osobę za kurs to zdecydowanie za dużo. Jak to bywa w negocjacjach trzeba być czasami nieugiętym i po pewnym czasie zapakowaliśmy swoje bagaże do auta i ustaliśmy cenę 45 Lari. Można? Oczywiście, Gruzja to kraj, w którym należy się często targować, gdyż ceny wywoławcze za pewne usługi są dedykowane dla bogatych turystów. Oczywiście wszystko do granic rozsądku, należy brać pod uwagę wykonaną pracę i poświęcony czas człowieka. Należy również pamiętać, że Gruzini bardzo lubą nas Polaków i należy wspominać o swoim pochodzeniu, na pewno dzięki temu uzyskamy dodatkowe zniżki. Z lotniska można dostać się do Kazbegi (dawna nazwa miasteczka Stepancminda), także autobusami. Z lotniska odjeżdża numer 37 i kieruje się do dworca DIDUBE, z którego dalej dostaniemy się do naszego celu. Kursują tu autobusy, marszutki i busy między innymi do Władykaukazu, Kutaisi, Batumi, Bakuriani, czy do górskiego regionu Swanetii. Didube to także stacja tbiliskiego metra należąca do linii Achmeteli –Warketili, znajdująca się w pobliżu targu.

Przejazd odbył się GRUZIŃSKĄ DROGĄ WOJENNĄ. Biegnie z Tbilisi (w Gruzji) do Władykaukazu (w Osetii Północnej) łącząc regiony Południowego i Północnego Kaukazu. Gruzińska Droga Wojenna ma długość 208 km a w najwyższym punkcie, na Przełęczy Krzyżowej wznosi się na wysokość 2379 m n.p.m. (Wikipedia). Po drodze minęliśmy: Jvari, Misaktsieli, Tsitelsopeli, Zhinvali, Tsivtskaro, Pasanauri, Gudauri, Pansheti. Dla osób zainteresowanych także zwiedzaniem polecam zatrzymanie się i zobaczenie twierdzy ANNANURI oraz GUDAURI – słynna budowla przypominająca Koloseum. Mnie osobiście nie pociąga styl zwiedzania i bardzo szybko nudzę się w takiej formie spędzania czasu.

Po dotarciu do celu nagrodziliśmy kierowcę dodatkowym napiwkiem i udaliśmy się po raz pierwszy w życiu na posmakowanie tutejszej, prawdziwej kuchni. Nasz plan pierwotnie zakładał wyjście w góry dnia kolejnego, jednak mało optymistyczne prognozy pogody sprawiły, że postanowiliśmy wyjść zaraz po przyjechaniu. Załamanie w prognozie i opady od czwartku sprawiłyby, że nasz atak szczytowy we wstępnym założeniu wypadałby akurat w okres nadejścia opadów. Przekonacie się później, że przyśpieszone wyjście było strzałem w dziesiątkę.

Niezwłocznie więc rozpoczęliśmy szybkie przygotowania do naszego wyjścia. Najpierw przepakowaliśmy nasze plecaki i część niepotrzebnych rzeczy oraz porcje jedzenia do drugiej części wyprawy pozostawiliśmy w depozycie, dzięki uprzejmości tutejszej agencji. Dokonaliśmy tutaj także zakupu kartuszy z gazem do naszych kuchenek górskich, nie można go bowiem zabierać do samolotu. W samym miasteczku tak na prawdę znajdziecie wszystko co jest Wam potrzebne. Są tutaj miejsca noclegowe, restauracje, oddział banku w którym możecie wymienić walutę, bankomat oraz sklepy. W mojej opinii kupicie w nich to co niezbędne, a wypowiedzi, że tam nic nie ma są po prostu objawami marudzenia. Gruzja jest jaka jest i jedziemy tam doświadczyć czegoś nowego a nie szukać centrum handlowego tuż przed wyjściem na szlak. Po zrobieniu uzupełniających zakupów o godzinie 12:52 ruszyliśmy w góry. Wybraliśmy drogę klasyczną zwaną też normalną. Trzymamy się swojej zasady, że  zawsze rezygnujemy z wszelkiego rodzaju ułatwień, które mają czynić wejście prostszym i mniej męczącym. Tak było i tym razem, całą wyprawę przygotowaliśmy i poprowadziliśmy samodzielnie, bez korzystania z usług przewodników a opierając się na własnej wiedzy i zdobytym doświadczeniu.

NARESZCIE RUSZAMY W GÓRY

STEPANCMINDA (miejscowość) – KLASZTOR CMINDA SAMEBA – Czas przejścia: 1:13 h

Pierwszym charakterystycznym punktem do którego należało dotrzeć był bardzo słynny prawosławny klasztor CMINDA SAMEBA (Trójcy Świętej). Wyjście rozpoczęliśmy z wysokości 1750 m n.p.m. Szlak rozpoczyna się tuż za rzeką, należy minąć most i skręcić w lewo. Nie wybraliśmy popularnej drogi, którą wjeżdżają auta transportujące turystów na wzgórze. Obraliśmy wariat, który obchodzi je jakby na około i rozpoczynał się za knajpą „Cafe Gergeti”. Jest to opcja o tyle lepsza, że szliśmy ciągle w ciszy i spokoju, bez tumanów kurzu, hałasu aut i woni spalin. Klasztor został zbudowany w XIV wieku i jest miejscem bardzo licznych wycieczek, jego rozpoznawalność wzięła się także stąd iż jest symbolem na większości map oraz przewodników o Gruzji. Znajduje się na wysokości 2170 m, a więc do pokonania mieliśmy pierwsze 420 m przewyższenia. Tuż przy budynku znajduje się kranik z wodą, przy którym można uzupełnić zapasy wody na dalszą część dnia. Niektórzy także postanawiają zostać tutaj na noc, miejsc biwakowych w pobliżu jest bardzo wiele, a świetne widoki gwarantowane. W Gruzji możecie rozbijać swój namiot w dowolnym miejscu, co jest niewątpliwie dużą zaletą tego kraju. My jednak zdecydowaliśmy od początku, że pójdziemy dalej.

KLASZTOR CMINDA SAMEBA – PRZEŁĘCZ ARSHA – Czas przejścia: 2:43 h + przerwy

Początkowo należy iść mocno rozjeżdżoną przez auta drogą i kierować się na zalesiony grzbiet. W tym miejscu należy także wspomnieć o pierwszym ułatwieniu z jakiego można skorzystać wybierając się na górę Kazbek. Otóż lokalni kierowcy transportują turystów z miasteczka na klasztorne wzgórze. W większości takie warianty wybierają przewodnicy z grupami, komercyjne agencje oraz Ci słabiej przygotowani kondycyjnie. My wybieramy samodzielność, co wpływa pozytywnie za naszą satysfakcję. Drugim bardzo często wybieranym ułatwieniem stosowanym również przez wyżej wspomniane grupy jest transport sprzętu i ciężkich plecaków końmi od klasztoru aż do budynku byłej Meteo Stacji na wysokość 3650 m n.p.m., czyli miejsca, które jest bazą główną pod górą Kazbek. Takie rozwiązanie pozwala turystom dostać się do bazy idąc tylko z małym plecaczkiem. Was chciałbym zachęcić to zmierzenia się z górą siłą własnych mięśni i pokazać tą różnice w sposobie pokonania drogi. Ambitniejszy wybór z pewnością zapachnie górską przygodą.

Do samej przełęczy prowadziła widoczna ścieżka wśród traw i zieleni. Można ją porównać do trasy jaką poruszamy się w np. Beskidach latem. ARSHA znajduje się na wysokości 2920 m n.p.m. a idąc od klasztoru pokonaliśmy kolejne 750 metrów do góry. Prawidłowe położenie potwierdziła nam znajdująca się na niej kapliczka. Przy dobrej widoczności można ujrzeć stąd sam szczyt Kazbek, początek lodowca Gergeti oraz często wybierane miejsce pierwszego biwaku tzw. SABERDZE.

PRZEŁĘCZ ARSHA – SABERDZE (miejsce pierwszego noclegu) – Czas przejścia: 0:44 h

Był to kolejny odcinek drogi, tym razem zyskaliśmy tylko 80 metrów wyżej, naturalnie droga z przełęczy początkowo opadała w dół, spory odcinek prowadził prawie, że po płaskim terenie i całość wymagała niewiele podchodzenia. W licznych relacjach napotkałem opisy rwącej rzeki, którą należy pokonać tuż przed samym miejscem biwaku. Oczywiście te informacje zostały potem zweryfikowane i wiedzieliśmy, że należy iść kawałek w górę potoku, aby znaleźć dogodne miejsce to przejścia na drugą stronę. Obecnie nie należy się przejmować tym małym problemem ponieważ została tam położona metalowa drabinka, po której przechodziliśmy. Za rzeką podchodziliśmy kilka kroków do góry i przed nami pokazała się niewielka, płaska polana na której rozbiliśmy swój namiot. Było to miejsce naszego pierwszego noclegu w górach, podczas obecnej wyprawy. Szczerze polecamy Wam, je jako pierwsze biwakowanie podczas drogi na szczyt Kazbek.

Postanowiliśmy pozostać tutaj ze względu na powolne przyzwyczajanie naszego organizmu do wysokości czyli lepszą aklimatyzację. Za nami pierwszy dzień wyprawy i zdobyte 1250 metrów ku szczytowi Kazbek. Saberdze znajduje się wysokości ok. 3000 – 3100 metrów. Nie występuje tutaj problem w pozyskaniu wody, ponieważ znajdowała się tutaj wystająca rura z której można nabierać ją do woli. My chcieliśmy uniknąć przykrych niespodzianek i za każdym razem przegotowywaliśmy wodę. Myśl o rozterkach żołądkowych mających zatrzymać nas w drodze na szczyt spowodowały taki sposób postępowania. Na koniec dodam, że jest to świetne i dostępne miejsce dla każdego, można się tu wybrać z namiotem i cieszyć malowniczym otoczeniem jakie serwuje nam pasmo Kaukazu. Dotarcie do tego miejsca to jedynie strome podchodzenie do góry, zupełny brak trudności technicznych. Jedna mała uwaga dla osób mniej doświadczonych – cała trasa nie posiada oznaczeń występujących i znanych z Polskich gór, nie jest to znakowany szlak turystyczny. Przed wyruszeniem należy zapoznać się z mapą oraz dobrze rozpoznać drogę.

I tak minęła sobota, a o tym jak przebiegła dalsza droga w kierunku szczytu Kazbek oraz przekroczenie granicy 5000 m n.p.m. przeczytacie w drugiej części naszej relacji.

Bartek i Kuba
matemountains.pl

Relacja Kazbek Część 1