Nanga Parbat – podsumowanie działań

Nie bez powodu Nanga Parbat (8126 m n.p.m.) określana jest mianem Killer Mountain. Rok temu obserwowaliśmy siódmą już wyprawę Tomka Mackiewicza, który obsesyjnie wręcz pragnął wejść na szczyt. W styczniu 2018 roku rozegrał się dramat – Tomek wraz ze swoją francuską partnerką Élisabeth Revol utknęli pod wierzchołkiem. Himalaistkę udało się ocalić dzięki akcji ratunkowej, przeprowadzonej przez Polaków działających wówczas na K2. Mackiewicza uratować się nie udało. Pozostał na zawsze w objęciach Nagiej Góry. Tej zimy Nanga po raz kolejny pokazała swe śmiercionośne oblicze. Ze swojej zimowej wyprawy nie wrócą Brytyjczyk Tom Ballard i Włoch Daniele Nardi.

Przebieg wyprawy

Po raz pierwszy zimą, Nanga Parbat Parbat została zdobyta w roku 2016. Dokonali tego Simone Moro, Alex Txion i Ali Sadpara. W roku bieżącym Daniele Nardi (Włochy), Tom Ballard (Wielka Brytania), Karim Hayat (Pakistan) i Rahmat Ullah Baig (Pakistan), w ramach wyprawy Nanga Parbat Mummery Winter Expedition, obrali sobie za cel wytyczenie nowej linii biegnącej Żebrem Mummery’ego na ścianie Diamir. Plan ambitny, ale nie nowy. Nardi bowiem próbował tu swoich sił już czterokilkakrotnie. Można odnieść wrażenie, że był mocno zafascynowany tą drogą, a przede wszystkim górą… Gdy sugerowano mu obsesję, zaprzeczał.

Do połowy stycznia członkowie ekspedycji założyli Obóz 3 (ok. 5700 m n.p.m.) Druga połowa miesiąca stała pod znakiem dużych opadów śniegu i przeważnie złej pogody. Ponadto, Rahmat Ullah Baig zmagał się z infekcją gardła, co dodatkowo osłabiało zespół. Okazało się też, że namiot w Obozie 1 został zniszczony. Pakistańczycy stracili większość swojego sprzętu, co wraz z chorobą Baiga oraz silnym zagrożeniem lawinowym sprawiło, że najpierw Rahmat, a później Karim zrezygnowali z dalszego udziału w wyprawie. Trudno się dziwić tej decyzji. W ich opinii zrobiło się niebezpiecznie. Tymczasem Daniele i Tom postanowili działać dalej, na przekór przeciwnościom i niekorzystnym prognozom pogody. Wszystko, co do tej pory udało im się zdziałać, zniweczył duży opad śniegu. Drogę zasypało do tego stopnia, że musieli przetorować ją na nowo. Szczególnie wymagającym okazał się odcinek do „jedynki” (4700 m n.p.m.),  wspinali się tam w stosunkowo płaskim terenie, gdzie nagromadziło się dużo świeżego śniegu. Później niemożliwym do odnalezienia okazał się Obóz 3, dosłownie pogrzebany pod śniegiem. Wspinacze stracili dobytek wart około 10000 euro – w sumie 50 kg sprzętu, którego wyniesienie musiało być dla nich dużym wysiłkiem. Himalaiści, sfrustrowani, ale jednocześnie bardzo zdeterminowani, zdecydowali się czekać na dostawę żywności i sprzętu, by kontynuować wyprawę. Przedłużyli pierwotnie obowiązujące do 20 lutego pozwolenie na wspinaczkę. Warunki pogodowe wciąż były niekorzystne, ściana Diamir stała się bardzo niebezpieczna, znacząco zwiększyło się ryzyko lawin i oberwań seraków. Daniele i Tom spędzali czas odśnieżając bazę, wychodzili też do Obozu 2.

źr. Daniele Nardi
źr. FB Daniele Nardi
Daniele Nardi i Tom Balard w bazie pod Nanga Parbat źr. FB Daniele Nardi
Daniele Nardi i Tom Ballard w bazie pod Nanga Parbat
źr. FB Daniele Nardi

W drugiej połowie miesiąca sytuacja poprawia się na tyle, że 23 lutego zameldowali się w Obozie 3, a następnie założyli Obóz 4 (6000 m n.p.m.). Udało im się wspiąć jeszcze wyżej – co najmniej  na 6300 m n.p.m., skąd wracali do czwórki. Jak donosili, pogoda nie była najlepsza – mgła, śnieg, wiatr. To była ostatnia ich łączność, w niedzielne popołudnie 24 lutego. Znajdowali się w miejscu niewidocznym z bazy i najprawdopodobniej bez zasięgu. Kontakt zupełnie się urwał, a przez kolejne trzy dni opad śniegu był obfity.

Poszukiwania zaginionych

Zdecydowano o wszczęciu poszukiwań himalaistów. W akcji postanowiono wykorzystać śmigłowce. Sprawa skomplikowała się ze względu na sytuację w Kaszmirze – eskalujący w tych dniach konflikt na granicy pakistańsko-indyjskiej. Przestrzeń powietrzna nad Pakistanem została zamknięta, zaś śmigłowce wojskowe przestały być dostępne do użytku cywilnego. Z tego powodu lot zaplanowany na 27 lutego nie doszedł do skutku, a Ali Sadpara, który miał wziąć udział w akcji poszukiwawczej, utknął w Skardu.

W międzyczasie do działania włączyła się włoska ambasada i dzięki interwencji ambasadora Stefano Pontecorvo, Pakistańczycy zgodzili się na udostępnienie helikopterów. Równolegle rozpatrywany był udział w akcji himalaistów znajdujących się pod K2. 28 lutego wystartowały śmigłowce na pokładzie z Sadparą oraz dwoma innymi, pakistańskimi wspinaczami: Imtiazem Hussainem i Dilawarem Hussainen.

Ali Sadpara, źr. FB Philippe Poulet
Ali Sadpara, źr. FB Philippe Poulet

W efekcie przeprowadzonych lotów zwiadowczych nie odnaleziono śladów Nardiego i Ballarda, udało się natomiast namierzyć to, co zostało z Obozu 3 – zasypany namiot i wyraźne ślady po zejściu lawiny.

Na 1 marca planowano lot do bazy pod K2, by zabrać stamtąd czterech himalaistów z ekipy Wasilija Piwcowa. Mieli być oni przetransportowani jak najbliżej Obozu 3. Z powodu zbyt dużego ryzyka lawinowego, pomysł nie został zrealizowany. Niebezpieczeństwo czekające na himalaistów dobrze obrazuje poniższy film.

Po tym, jak oberwał się serak, Żebrem Mummery’ego zeszła duża lawina.

Zdecydowano o przetransportowaniu, również znajdujących się pod K2, Alexa Txikona wraz z Félixem Criado, Ignacio de Zuloagą, doktorem Josepem Sanchisem i prowadzenie poszukiwań przy użyciu dronów zdolnych do działania na dużej wysokości. Planu nie udało się jednak wykonać natychmiast. Agencja Askari, która dysponuje koncesją rządową na korzystanie ze śmigłowców wojskowych do ratownictwa cywilnego, oczekiwała zaliczki. Depozyt zostawiony wcześniej został już wykorzystany. Kwestie biurokratyczne okazały się nie do pokonania i mimo że zezwolenie wojskowe zostało wydane, a rodzina Nardiego chciała wpłacić odpowiednią sumę, nie udało się dokonać transferu wymaganej kwoty w ciągu kilku godzin. Ponownie interweniował ambasador. Na domiar złego, znów załamaniu uległa pogoda.

Sadpara z dwoma Pakistańskimi wspinaczami przeprowadzili rekonesans na drodze do „jedynki”, po czym zawrócili do bazy.

Również 2 marca nie udało się przeprowadzić zaplanowanych działań. Nisko wiszące chmury, słaba widoczność i opad śniegu nie pozwoliły na poderwanie helikopterów.

źr.  FB Alessandro Filippini
źr. FB Alessandro Filippini

3 marca pojawiła się nadzieja na wznowienie akcji poszukiwawczej. Dzięki interwencji ambasadora Stefano Pontecorvo i współpracy z pakistańską armią, o godzinie 12:30 czasu pakistańskiego, dwa helikoptery uzyskały zezwolenie na przelot do bazy pod K2. Lot obył się w niebezpiecznym obszarze, wzdłuż granicy z Indiami. Po zabraniu Alexa Txikona wraz z członkami jego ekipy, piloci polecieli do Skardu. Plan zakładał dotarcie do bazy pod Nanga Parbat i być może transport zespołu Alexa w pobliżu Obozu 1. Kucharze, oficer łącznikowy i Ali Sadapara wraz z pozostałymi dwoma pakistańskimi wspinaczami musieli przygotować lądowisko. Helikoptery wyruszyły ze Skardu w stronę Nanga Parbat, jednak z powodu bardzo silnego opadu śniegu maszyny zawróciły. Tego dnia minął dokładnie tydzień od ostatniego kontaktu z Włochem i Brytyjczykiem.

4 marca pogoda poprawiła się na tyle, że śmigłowce mogły wystartować. W drodze pod Nanga Parbat podjęto z Jaglot Rahmata Ullaha Baiga, byłego uczestnika wyprawy, znającego umiejscowienie obozów. Ekipa poszukiwawcza została wysadzona w bazie, a Alex i Rahmat wzięli udział w locie rozpoznawczym. Helikoptery wzbiły się na wysokość 7000 m n.p.m., po czym wróciły do „jedynki”. Następnie sprawdzono też drogę Kinshofera, jako potencjalnie możliwą (ze względu na pozostawione tam przez inne wyprawy liny poręczowe) trasę zejścia Daniele i Toma. Śmigłowce przeleciały wzdłuż Żebra Mummery’ego, gdzie na wysokości około 6000 m n.p.m. zaginieni himalaiści założyli „czwórkę”. Niestety, nie udało się odnaleźć żadnych śladów Nardiego i Ballarda. Alex i Rahmat zostali wysadzeni w „jedynce”, a helikoptery wróciły do Skardu. Ekipa poszukiwawcza założyła bazę operacyjną pomiędzy Obozami 1 i 2. Tam Ignacio de Zuloaga przygotowywał drony do akcji, a Txikon i Felix Criado wyszli na rekonesans do „dwójki” (4850 m n.p.m.). Odnaleźli zniszczony przez lawinę obóz, a w nim rzeczy osobiste Włocha i Brytyjczyka. Alex z Felixem kontynuowali jeszcze wspinaczkę w kierunku Obozu 3, ale z racji późnej pory, dużej ilości śniegu i zagrożenia lawinowego zawrócili. W międzyczasie ekipa sprawdzała okolicę, korzystając z dronów. Alex przyglądał się też przez teleskop górnej części Żebra, bezskutecznie wypatrując śladów Obozu 4.

Lokalizacja obozów, źr. twitter.com/pontecorvoste
źr. twitter.com/pontecorvoste

Nazajutrz kontynuowano poszukiwania zaginionych. Z ziemi przeszukiwano odcinek pomiędzy Obozami 1 a 3, korzystano też z dronów, które dotarły na wysokość 6500 m n.p.m.

Simone Moro powiedział w wywiadzie: Żebro Mummery’ego to słynna, piękna i historyczna droga, ale też samobójcza. Spędziłem w sumie rok pod Nanga Parbat, lawiny schodziły tamtędy stale. Naprawdę przykro mi z powodu Daniele i Toma, ale do przewidzenia było co może się tam wydarzyć.

6 marca przeprowadzono kolejny rekonesans. Ekipa Alexa zbadała drogę Kinshofera, w nadziei że może właśnie tędy zaginieni próbowali zejść. Wzięto ten wariant pod uwagę ze względu na liny poręczowe, pozostawione tam przez wcześniejsze wyprawy. Rozpoznanie nie przyniosło oczekiwanych efektów.

Także kucharze i oficer łącznikowy prowadzili dzienne i nocne obserwacje z bazy. Bezskutecznie wypatrywali w ścianie Nardiego i Ballarda oraz świateł ich czołówek w ciemności.

Anna Makowska

Źródła:
www.facebook.com/pg/danielenardialpinista
www.desnivel.com
twitter.com