Nanga Parbat – góra śmierci

Jest październik 1979 roku. Andrzej Czok, Zyga Heinrich, Janusz Skorek i Jerzy Kukuczka, jako czwarta wyprawa w historii stają na szczycie Lhotse. Po zakończeniu wyprawy, podczas zejścia, w okolicy Namche Bazaar, Polacy spotykają Reinholda Messnera, który wybiera się na Ama Dablam. To właśnie tutaj ma miejsce rozmowa prawdopodobnie dwóch największych himalaistów w dziejach tej dyscypliny.

Kukuczka opowiada Messnerowi o tym, jak podczas wyprawy na Nanga Parbat w roku 1977 znalazł na przełączce nie daleko od szczytu latarkę. Messner zastyga w bezruchu. Szybko kojarzy fakty i orientuje się, że latarka należała do jego brata Gunthera, który zginął na Nanga Parbat w 1970 roku, kiedy wspólnie, jako pierwsi w historii trawersowali górę. Dla obu panów to wydarzenie miało wymiar symboliczny, o czym Kukuczka napisał później w swojej książce pt. „Mój Pionowy Świat”.

Do bazy pod Nanga Parbat można dotrzeć stosunkowo szybko. W przeciwieństwie do wielu ośmiotysięczników, pod ścianę Diamir prowadzi droga nieporównywalnie krótsza od tej, którą trzeba przemierzyć chociażby do bazy pod K2. Himalaiści twierdzą zgodnie, że dopiero, gdy dotrze się pod ścianę, niczym na dłoni widać, z jak potężnym potworem przyjdzie się mierzyć. Zgubna jest też perspektywa na piramidę wierzchołkową, która z dołu prezentuje się mało okazale w obliczu całego masywu. Jednak wspinacz zdaje sobie sprawę z faktu, że to kilometr przewyższenia, które trzeba będzie pokonać po przejściu ogromnych pól śnieżnych znajdujących się na wysokości przeszło 7000 metrów.

Poznałam wiele gór wysokich, a jednak właśnie Nanga Parbat długo nie pojawiła się w moich planach. Dlaczego? Wydaje mi się, że przez te wszystkie lata nie miałam dość odwagi, by zaatakować szczyt owiany sławą wywodzącą się z wielu tragedii. Może lękałam się przegranej? Może wolałam uniknąć konfrontacji? – pisała przed laty o Nandze Anna Czerwińska.

Nie bez powodu u podnóża góry przybyszów wita słynna tablica informacyjna z napisem: „Killer Mountain”. To swego rodzaju przestroga dla tych, którzy marzą o podboju góry.

Historia zdobywania Nangi zaczyna się od rekonesansu okolic góry, przeprowadzonego przez Brytyjczyka Godfreya Thomasa Vigne’a, który ma miejsce w roku 1835. Batalię, której efektem jest pierwsze wejście na szczyt, wygrywają Niemcy i Austriacy, którzy na Nangę wybierają się w roku 1953. To wyprawa Karla-Marii Herrligkoffera. Pierwszym człowiekiem na szczycie słynnej góry jest zaś legendarny Hermann Buhl. Nie obywa się jednak bez kontrowersji, gdyż wiele wskazuje na to, że austriacki wspinacz zdobywa górę pod wpływem silnych środków dopingujących.

Na początku lat 90’ na dobre rozkręca się rywalizacja o zimowe wejście na ośmiotysięcznik. Polacy mają już wtedy na swoim koncie 7 pierwszych wejść zimowych na ośmiotysięczniki, a realizacja tego ekstremalnego wyczynu zajęła im zaledwie 8 lat. Nie jest zatem dziwne, że nasi rodacy przymierzają się do zimowej Nangi już z końcem złotej dekady polskiego himalaizmu. Pierwsza polska ekspedycja zimowa wybiera się na Nangę na przełomie 1988/89. Ale przez ponad ćwierć wieku góry nie udaje się zdobyć zimą. Dopiero w roku 2016, po długich zmaganiach dokonują tego Simone Moro, Muhammad Ali Sadpara i Alex Txikon. Blisko historycznego wyczynu jest również Tamara Lunger, która tuż przed szczytem uznaje, że wejście na wierzchołek za wszelką cenę jest zbyt niebezpieczne dla niej i pozostałych uczestników wyprawy. Zawraca kilkadziesiąt metrów przed szczytem, wykazując się nad wyraz bohaterską postawą.

Przez pewien czas, udział w tej historycznej wyprawie bierze jeszcze jeden Włoch, Daniele Nardi. Himalaista, na swój sposób rywalizujący na Półwyspie Apenińskim ze swoim dobrze usytuowanym komercyjnie rodakiem, Simone Moro. To właśnie konflikt między Włochami sprawia, że Nardi przedwcześnie opuszcza wyprawę.

Daniele Nardi, podobnie jak Tomasz Mackiewicz był zakochany w Nanga Parbat. Był dla niego górą ważniejszą niż wszystkie inne – fot. arch. Tom Ballard

Nawet Alex Txikon w rozmowach z mediami przytacza tamte wydarzenia. Baska nie opuszczają wyrzuty sumienia, że nie udało mu się wtedy wpłynąć na stosunki między temperamentnymi Włochami. Kto wie, jak potoczyłaby się historia tego zimowego wejścia, gdyby Nardi wtedy nie odpuścił.

Nardiego poznałem w bazie pod Nangą w 2016 roku. Daniele był człowiekiem o dużej ambicji – wspomina Dominik Szczepański, autor książek i publikacji poświęconych zdobywaniu Nanga Parbat. Dość nietypowa kwestia związana była z jego pochodzeniem, gdyż Daniele był pierwszym w górskiej historii swojego kraju Rzymianinem, który wszedł na ośmiotysięcznik. Przełamywał w ten sposób pewien stereotyp funkcjonujący między wspinaczami pochodzącymi z północy Włoch, którzy twierdzą, że na południu kraju można prędzej spotkać żeglarza niż wspinacza. Tymczasem Daniele wiele sobie z tego nie robił. Do tego stopnia, że jego górskie wyczyny dwukrotnie były nominowane do nagrody „Złotego Czekana”.  Żebro Mummery’ego było chyba jednak najważniejszym celem alpinistycznym, jaki przed sobą postawił. Chciał jako pierwszy człowiek w historii poprowadzić tam nową drogę w zimie. Co więcej, chciał dokonać tego w stylu alpejskim. Znał tę górę. Fascynował się nią – dodaje.

Daniele jest zauroczony Nangą. Nie zniechęca go zamknięcie zimowego rozdziału zdobywania szczytu. Można wywnioskować, że teraz uwaga Włocha jeszcze bardziej wyostrzona jest na słynne Żebro Mummery’ego. To właśnie tę formację Danie chce wykorzystać na przełomie lat 2014/15, by dokonać solowego, zimowego wejścia na szczyt. Włochowi udaje dotrzeć się do wysokości około 6100 metrów, lecz z różnych przyczyn musi zmodyfikować swoje plany.

Jest jeszcze jeden ciekawy wątek. Otóż mało kto wie, że Nardi miał duży wkład w realizację akcji ratunkowej po Tomka Mackiewicza i Elisabeth Revol. Pomagał w organizacji całej logistyki. Istotnym może być również fakt, że podczas pobytu pod Nanga Parbat, Daniele proponował wspinaczkę żebrem Czapkinsowi i Eli Revol. Ci uznali jednak taki wariant za niebezpieczny. To naprawdę ciekawa sytuacja zważywszy na to, że to Mackiewicz uchodził za osobę z daleko przesuniętą granicą ryzyka – mówi Dominik Szczepański.

Trwa sezon zimowy 2017/2018. Tym razem Nardi decyduje się na powrót pod Nanga Parbat koncentrując się wyłącznie na samym żebrze. Do udziału w wyprawie zaprasza świetnego brytyjskiego wspinacza Toma Ballarda oraz dwóch Pakistańczyków, doświadczonego w działania na Nagiej Górze Karima Hayata raz Rahmata Ullacha Baiga. Cel: Zimowe poprowadzenie nowej drogi na Żebrze Mummery’ego. Ballarda wspomina Andrzej Marcisz:

Z Tomem po raz pierwszy spotkałem się w Tatrach. Przygotowywałem się do przejścia Superścieku w ścianie Kazalnicy Mięguszowieckiej. Miałem okazję obserwować Toma w działaniu. Dla mnie w pewnym sensie był to człowiek z innej planety, biorąc pod uwagę jakość wspinania. Dało się dostrzec jego profesjonalizm. Wszystko, co robił w ścianie było świetnie poukładane. Zwróciłem też uwagę na jego potworny zapas siły do działania. Myślę, że na Nanga Parbat nie groził mu wypadek wspinaczkowy, bo tamtejsze trudności techniczne nie mogły go zaskoczyć. Niebezpieczeństwa doszukiwałbym się raczej w warunkach tam panujących i wysokości, na jakiej Daniele z Tomem się znajdowali. Himalaizm zimowy w małych zespołach jest bardzo niebezpieczny – opowiada wybitny polski wspinacz.

Tom Ballard uchodził za jednego z najlepszych brytyjskich wspinaczy młodego pokolenia – fot. arch. Tom Ballard

4-osobowy zespół czyni znaczne postępy, zaliczając kilka wyjść aklimatyzacyjnych, będących swego rodzaju rekonesansem okolicy. Niestety nie jest łatwo, jeśli chodzi o warunki atmosferyczne. Nadszedł moment, w którym z każdym dniem maleje nadzieja na realizację przedsięwzięcia. Przynajmniej tak to wygląda z pespektywy pakistańskich uczestników wyprawy. Ostrzeżenie góry, najpoważniej traktuje Karim Hayat, który po tym, jak traci swój sprzęt pod zwałami śniegu, postanawia ostatecznie wycofać się z udziału w ekspedycji. Wraz z nim bazę pod Nangą opuszcza Baig, który nie może wyleczyć infekcji gardła. Teraz pod żebrem zostaje już tylko dwuosobowy zespół złożony z Daniele i Toma.

Ten pierwszy bardzo aktywnie opisuje przebieg wyprawy na swoim profilu w mediach społecznościowych. Ci, którzy znają Włocha, żyją w przekonaniu, że doświadczeni wspinacze na pewno nie zaryzykują nadmiernie dla realizacji projektu. Tymczasem warunki w Himalajach stale się pogarszają. Nawalne opady śniegu, które pochłaniają sprzęt himalaistów i zasypują wcześniej torowaną drogę, skutecznie studzą zapał Daniele i Toma do dalszych działań. Te same czynniki wyganiają spod Manaslu Simone Moro i Pemba Gelje Sherpa. Moro stwierdza później, że z takimi warunkami w górach zimą dotychczas się nie spotkał.

Gdy wydaje się, że działania Daniele i Toma nieuchronnie zbliżają się ku końcowi, wspinacze oznajmiają, że będą próbować dalej. W niedzielę 24 lutego Daniele informuje, że wraz z Tomem zmagają się z ciężkimi warunkami pogodowymi. Trudno wyobrazić sobie, że to ostatni kontakt z himalaistami. Od tej chwili upływają długie godziny bez jakiegokolwiek komunikatu ze strony wspinaczy. Nikt już nie ma złudzeń. Tam, w górze musiało wydarzyć się coś niedobrego. Mało prawdopodobny jest pojawiający się w mediach scenariusz, sugerujący, że himalaiści po prostu chwilowo stracili łączność. Równie abstrakcyjną formę przybierają spekulacje, że Daniele i Tom mogli dotrzeć wyżej, do miejsca, w którym nie mają zasięgu, by nadać jakikolwiek komunikat.

Daniele Nardi i Tom Ballard tuż przed startem projektu Nanga Parbat Mummery Expedition – fot. arch. Daniele Nardi

Zapada decyzja o rozpoczęciu poszukiwań wspinaczy. Do akcji poszukiwawczej aktywnie włącza się Alex Txikon, który działa w tym czasie w Karakorum, w ramach swojej wyprawy zimowej na K2. Bask robi, co tylko może, by jak najszybciej dotrzeć w okolicę Nanga Parbat. Upływają kolejne godziny, ale rozpoczęcie akcji utrudniają warunki atmosferyczne. Jakby tego było mało, napięcia polityczne w okolicy uniemożliwiają Txikonowi bezpieczny przelot helikopterem. Gdy Txikon dociera wreszcie pod Nanga Parbat, ciężko oprzeć się wrażeniu, że akcja ma już raczej charakter poszukiwawczy niż ratunkowy. Upłynęło już bardzo dużo czasu. Po kilku dniach działań, przełom w całej akcji przynosi obserwacja zbocza góry, którą Txikon prowadzi przy użyciu lunety. Himalaista dostrzega w ścianie sylwetki, które finalnie uznane zostają za ciała poszukiwanych wspinaczy. Historia Daniele i Toma kończy się tragicznie. Góra znów zbiera śmiertelne żniwo. Najpewniej nigdy nie dowiemy się, co wydarzyło się na Żebrze Mummery’ego. To kolejna tajemnica, którą Naga Góra zachowa wyłącznie dla siebie.

Bartek Andrzejewski