„Zbieram na wyprawę w… kosmos” czyli góry, zrzutki i refleksja.

Od lat obserwuję postać Tomka „Czapkinsa” Mackiewicza. Obserwuję go, jak i wielu innych ludzi z pasją do gór. Pasja to coś, co cenie w ludziach, ich zapał i miłość do tego co robią. Ten rodzaj uporu w pewnym sensie mi imponuje. Chociaż szaleństwo już niekoniecznie.

Pomagałam organizacyjnie przy polskiej wyprawie do Nepalu, teraz wspieram wyprawę do Kirgistanu. Wiem już z własnego doświadczenia ile wymaga to zachodu, ile perypetii trzeba przejść. Wydawałoby się, że wspinaczka – zdobycie góry jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Ale to chyba nie do końca tak. Zorganizowanie wyprawy, ale i sama zbiórka pieniędzy to ogromny wysiłek. Branie udziału  w akcji crowdfundingowej w moim odczuciu mimo wszystko jest dość krępujące. Niemniej jednak jest taka możliwość. Ktoś zgłasza projekt. Ktoś inny go wspiera. Dlaczego by nie? Ale wróćmy do osoby Czapkinsa. Przez ostatnie lata udawało mu się organizować kolejne wyjazdy do Pakistanu i pozyskiwać na nie finanse. Swojego czasu bardzo podobał mi się film podłożony do muzyki Grubsona i bez trudu potrafiłam zrozumieć dlaczego ludzie chcą partycypować w marzeniu o Nagiej Górze, mieć swój udział w tych wyprawach.

Dziś odkryłam, że pojawiła się nowa akcja zbiórki pieniędzy „4×8 tysięcy” – „Celem naszej wyprawy letniej jest wejście na 4ry 8smiotysięczniki w Pakistanie latem.” Dość to szokujące. Ktoś, kto nigdy nie był na żadnym ośmiotysięczniku, planuje w ciągu jednego sezonu zdobyć aż cztery. Cóż, taki plan w pewnym sensie uzasadnia kwotę zbiórki, która opiewa na bagatela 60 000 zł! Powoduje to, że w naturalny sposób patrzę na tą akcję z niedowierzaniem, obserwuję zadziwiające zjawisko. Chociaż oczywiście więcej osób patrzy na to podobnie jak i ja, co można zauważyć we wpisach: – „Po ostatnich komentarzach widać brak chętnych na ufundowanie wakacji.”, to wciąż nie brak osób wspierających Czapkinsa, a przynajmniej duchowo. Bawi mnie i żenuje zarazem wspominanie o Aleksandrze Dobie – „Nawet Olek byl zmuszony iść na żeby” [żebry – przyp. red.].  Jak można zestawiać wszystkie swoje nieudane ekspedycje obok wypraw człowieka, który swoje projekty kończy sukcesami?

Crowdfunding zamienia się w maszynkę do robienia pieniędzy. Tak, tak. Wiem – wspiera ten, kto chce. To nieobowiązkowe. Ludzie w komentarzach na fanpejdzu Tomka Mackiewicza pytają o rozliczenie z poprzednich zbiórek, ale konkrety nie padają, a jedynie zapewnienia, że już niedługo. Dociekliwsi w najlepszym wypadku mogą przeczytać „ile kasy daleś. Oddam i tobie. Ale blagam nie pomagaj już więcej geniuszu”. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach ludzie generalnie nie są skłonni do „sypania groszem” i zastanawiam się czy po takich akcjach nie zniechęcą się jeszcze bardziej. A jest wiele projektów z gatunku pięknych marzeń do spełnienia czy takich bardziej poważnych. Zrzutka ruszyła. Wybór należy do Was.

Anna Makowska

Dodaj komentarz